Podsumowanie sezonu 2015

Ten post miał pojawić się w zeszłym roku, ale wyszło z opóźnieniem ;)

Tak, jak to zwykle bywa, plany weryfikuje życie i część planów na ten rok udało nam się zrealizować, część musieliśmy niestety odpuścić. Na szczęście pierwsze miejsce na tegorocznej liście zostało odfajkowane :)

Trenujemy (prawdopodobnie to za duże słowo, ale staramy się) dogfrisbee i pasterstwo. Tzn. Sza trenuje jedno i drugie. Bree powoli zaczyna drugi sport, w jej przypadku drugim jest frisbee, pierwsze były owce. Korba już tylko frisbee. Tak czy inaczej czas spędzony przy owcach wpływa na ilość czasu spędzonego na frisbee i odwrotnie. Czy wpływa to na siebie ujemnie, neutralnie czy dodatnio, oraz czy da się pogodzić trenowanie dwóch, kilku dyscyplin naraz?

Dog Games Sopot 2015

20206320965_2937ce4ceb_o

Zacznę od końca, bo najświeższe. Przygotowywałyśmy się z Szą, Logan był zgłoszony ale im bliżej zawodów, tym więcej myślałam nad usunięciem go z listy, bo… nic nie ćwiczyliśmy. Przed zawodami zrobiliśmy aż 1 trening i tak naprawdę nie miałam żadnego układu, żadnego planu, po prostu wyjście na spontanie. Logan dość dobrze pamięta wszystko, co robił z dyskami i na tym jedynym treningu bezproblemowo ogarniał. Był grzeczny! Nie uciekł ani razu, toteż stwierdziłam, że dostąpi tej łaski i pójdzie ze mną na freestyle. Normalne, regularne treningi z nim doprowadzają mnie do szału, bo co z tego, że jest bardzo zdolny, robi piękne wysokie flipy, mimo swojej wagi i wielkości różne vaulty i dog catch, że ma bardzo dużą zajawkę na frisbee, skoro jedzenie i chęć jego poszukiwania zawsze wygra. Przerwa w ćwiczeniach, idę sprawdzić co jest w śmietniku i zaraz wracam. Uważam, że jak na jeden trening przed zawodami, brak jakiegokolwiek planu i to, że wcześniej Logan ćwiczył tak serio chyba w zeszłym roku ostatnio, to nie wypadł źle na zawodach. Co nie znaczy, że pochwalam swój brak przygotowania, bo oczywiście mocno odbił się na ocenach sędziowskich, dodatkowo dostaliśmy pierwszego w karierze crasha za upadek po flipie, co w sumie chyba nigdy się też nam nie zdarzyło. Nawet uważam, że powinniśmy dostać dużo sroższą karę niż 2pt, ale Logan w ogóle nie przejął się, wstał i robił dalej. Oczywiście, nie obyło się bez ucieczki w drugim freestylu, Lok pobiegł wylizać miskę po mleku ;)

11802162_10200781737143890_411323919_n

Wyniki
Sza: Open FR1 30,57 FR2 30,41 TF 14,50; SPTF 1R 13 R2 12 32/70
Lok: FR1 27,65 FR2 24,65 TF 8

DCDC Poznań 2015

DSC_4427_zpsqibxp0jd

Do Poznania przygotowywałam się chyba ponad miesiąc… I tak było to zdecydowanie za mało czasu, jak w końcu miałam free z Szą, to nie zdążyłam go przećwiczyć wystarczająco w całości. Długo nie miałam koncepcji na free, na dłuższe sekwencje, dłubałam głównie elementy. W głowie zamiast freestyle miałam tylko overy i podskakiwane multiple. I dog catch, który był tyle razy tłuczony bo tak mi się podobał, że przedobrzyłam i przestał nam wychodzić. Z Korbą mam podobnie, im dłużej tłukę jakiś element, tym gorzej on później idzie i się psuje. Logan za to może trzaskać non stop flipy i zawsze wychodzą mu super. Z Korbą na treningach tossowych szło super, łapała prawie wszystko i takie uciekające i takie spadające z wysoka dyski. Ćwiczyłam z nią na fastbackach, bo ich nie odbija w przeciwieństwie do xtra, szło nam bardzo sprawnie, nowy sposób wypuszczania. Na zawodach… Dopadł ją spadek formy na cieczkę. Błagałam Korbę, żeby chociaż do zawodów wytrzymała z cieczką, żebyśmy mogli na nie pojechać przed kryciem. No i wytrzymała, w poniedziałek wieczorem po powrocie zaciekła, ale już na zawodach nie była to Korba ta sama co na treningach. Przestała dobiegać, zaczęła odbijać, co na treningach nie miało miejsca, a niestety ona tak reaguje na każdą cieczkę, że drastycznie spada jej kondycja. Tzn. drastycznie w moim odczuciu. Szczęście, że Korby córki ani Sza tak nie mają. Słabszą formę Korba pokazała nie tylko na tossie, ale też w openach, choć i tak Korba miała lepszą skuteczność niż Sza (Sza słabą, Korba przyzwoitą).

Widząc Korbę i Szę po pierwszej rundzie free na końcu stawki, a także po zakończeniu zawodów oczywiście byłam załamana, że tak fatalnie nam poszło. Sprawdzając jednak punkty na kartach ocen poprawiłam sobie trochę samopoczucie, bo okazało się, że te punkty na których mi zależało, są powyżej 2,0 (lub w kilku przypadkach w okolicach). Miałam na te zawody taki cel, żeby wszędzie w Team i Player uzyskać wyniki powyżej 2,0, a w SPTF wyniki w okolicach 20 punktów. I to prawie się udało, za to skuteczność pozostawiła wiele do życzenia, podobnie toss do openów i oceny za psa. Nie wiem jak to się dzieje, ale na tossie dostaję jakiegoś paraliżu i tego stresu nie byłam w stanie przez 5 lat startów przezwyciężyć. Oczywiście bardzo też marzyłam, żeby z którąś suczką zdobyć jakąkolwiek kwalifikację na finały krajowe. Z Szą otarłyśmy się o kwalifikację na Super Pro T&F o pół punkta. Brakowało mocno tej czwartej strefy, na treningach nie mam problemu z jej wyrzucaniem, a na zawodach dzieje się coś strasznego.

Sza: Open FR1 29,45; FR2 31,95; TF 9,50; SPTF 1R 18,00; 2R 19,00; 24/112
Korba: Open FR1 29,93; FR2 31,43; TF 3,50

Ze względu na planowane szczenięta i losowe sytuacje (choroba mojego kochanego przed zawodami pasterskimi), pokrywanie się terminów czy po prostu inne wydatki, nie wszystkie plany wyjazdowe udało nam się zrealizować. Sezon zakończyliśmy na 2 zawodach frisbee i 1 pasterskich. Przed pasterskimi nie czuję takiego stresu, jestem go w stanie jakoś opanować, a Sza i tak mnie posłucha, jeśli powiem komendę nawet lekko drżącym głosem. Niby wychodząc jako para, team, drużyna, itp. teoretycznie 50% powinno zależeć od człowieka, drugie 50% od psa. Ale mam takie wrażenie startując we frisbee już od 5 lat i dopiero po 2 trialach, że ten rozkład w rzeczywistości jest trochę inny i zależy od rodzaju sportu. Dla mnie we frisbee to jest 75% człowiek, 25% pies, jeśli nie jeszcze większy udział człowieka, bo wszak za przygotowanie psa też odpowiedzialny jest człowiek. Trial jest bardziej dyskusyjny i tu nawet nie podejmę próby oceny, ale moim zdaniem naprawdę dużo zależy od jakości samego psa, a poza tym jest masa innych czynników; dostęp do owiec na treningi, ilość zawodów w roku, wiedza, posłuszeństwo psa, doświadczenie psa i przewodnika, rasa i kondycja owiec, pogoda (np. wiatr w kierunku psa utrudniający mu usłyszenie przewodnika), miejsce zawodów i zapoznanie z nim owiec (możliwe miejsca ucieczki). No nie ma się tu co oszukiwać, ale bez regularnego, częstego dostępu do owiec, ciężko nawet zdolnemu psu zrobić szybkie postępy czy wygrywać zawody. Wydaje mi się jednak, że dobry pies niedoświadczonemu przewodnikowi może dużo bardziej uratować 4 litery na trialu, niż na zawodach frisbee. Dobry pies po prostu wie co ma robić i to jest jego natura, a frisbee niekoniecznie.

20720858101_f519edbe5f_o

Ze względu na ciążę i szczeniaki odpuściliśmy już później wszystkie inne wyjazdy i treningi na owcach. Kiedy mamy maluchy w domu całą uwagę skupiam na nich, nie wyobrażam sobie ich zostawić w domu pod inną opieką.

Owieczki

W tamtym sezonie zaliczyliśmy jeszcze jeden dzień na seminarium z Susanne Lejuez (na tyle mogłam zostawić w domu Korbę bez wyrzutów sumienia :P) i 2 dni na trialu w Natolinie. Nie opiszę tak szczegółowo jak zawodów frisbee, bo moja pamięć już szwankuje, ale byłam zachwycona Susanne, owcami Marty i Natolinem. Susanne ma fantastyczne podejście do ludzi, których uczy, do psów i owiec. Nie u wszystkich szkoleniowców czy pasterzy to wszystko łączy się w taki fajny sposób, a Susanne jest naprawdę wspaniała, potrafi dotrzeć i przekazać swoją wiedzę. Całość seminarium, organizacja, prowadząca i doskonale utrzymane i zadbane owce na mocną szóstkę :)

Zawody w Natolinie to był nasz drugi  trial ever, nie ćwiczyłyśmy wcześniej zbyt regularnie i tak typowo pod trial. Po pierwszym dniu Sza uplasowała się na 3. miejscu z 73 punktami, zdobyłyśmy max za outrun :) punkty poleciały nam za fetch (przeprowadzenie owiec w linii prostej przez bramki, których nie zaliczyłyśmy z tego co pamiętam, do pasterza) i za drive. Prawie wszystkim psom owce próbowały uciec z linii bramkowej do swojej zagrody, nie byłyśmy w tym odosobnione, ale jestem bardzo dumna z Szy, że nie dała im zwiać z pola szczególnie drugiego dnia, bo mogłyśmy skończyć z disem, a skończyłyśmy z chyba 52 punktami. Pamiętam, że byłam tak wściekła, że chciałam już jak najprędzej skończyć swój przebieg i niedokładnie zostawiłam Szę przed penem (w złym miejscu), w związku z czym owce weszły praktycznie same i tam poleciało nam cenne 10pt za moją nieuwagę. Ostatecznie było to dla nas cenne doświadczenie, które można zdobywać tylko na zawodach, popracowaliśmy na kolejnych nowych owcach w nowym miejscu, byliśmy bardzo oczarowani owczarnią, której umiejscowienie jest niesamowite – zjeżdżasz praktycznie z autostrady, pyk i jesteś na wiosce, a w dodatku z owcami. Miejsce jest bardzo urokliwe i chętnie będziemy wracać tam na zawody :)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s