Hodowca to zarabia kokosy

Przede wszystkim jest mi bardzo miło, że czekacie na nowe wpisy :) Niestety szczeniaki dość mocno pochłonęły moją uwagę, stąd cisza. Ale w związku z refleksjami na temat szczeniąt i hodowli ogólnie mam taki temat dziś: żałosny hodofczyk tym razem wyleje żale nad swoją ciężką dolą i wyrazi głębokie ubolewanie, że wydatków ciągle przybywa, a nie odchodzi.

W publicznym przekonaniu panuje pogląd, że hodowca zarabia nie wiadomo ile i kwotę szczenięcia przemnaża się przez liczebność miotu, co daje czysty zysk dla hodowcy. Niestety nic bardziej mylnego. Nie wnikam kto robi mioty dla kasy, a kto dla idei. Kto łączy ze sobą te dwa sposoby. Każdy hodowca ma swoje sumienie i robi to, co uważa za stosowne dla siebie, ale chciałabym zobrazować, jak to wygląda w rzeczywistości. Da się zrobić fajny miot i wyjść przy tym na zero lub dopłacać, a i da się zrobić fajny miot i coś z tego mieć. Ale clou jest takie, że hodowca nie powinien traktować hodowli jako swoje główne źródło dochodu… bo to prawdopodobnie popchnie do niezbyt chwalebnych decyzji.

f1

Jakie są koszty miotu?

Jednym z większych kosztów miotu jest sam koszt krycia, który zwyczajowo stanowi ekwiwalent ceny szczenięcia. Okej, więc jeden szczeniak „odchodzi”. Ale trzeba jeszcze na to krycie dojechać. Nie zawsze wszystko idzie pomyślnie; nie każde krycie kończy się donoszoną ciążą, nie każda ciąża daje pełny miot. Przyjmuje się, że pełny miot to od 3 szczeniąt w górę, oczywiście nie biorąc pod uwagę ras, w których standardowo rodzi się około 3 szczeniąt.

O ile nad kosztem krycia nie bardzo można dyskutować, chyba, że dogada się ze znajomym, żeby użyczył psa taniej z jakiś względów, ale chyba nikt o zdrowych zmysłach nie dałby zarabiać komuś kosztem samego siebie, o tyle w kwestii wyboru reproduktora można zrobić wiele. Można wybrać psa sąsiada, który ma papierek i obniżyć koszty, można też wybrać psa na drugim końcu kraju, kontynentu, ściągać nasienie z wysp czy zza oceanu. Można przyjąć, że koszt dojazdu na krycie bądź ściągnięcia nasienia i inseminacji może wynieść od kilku zł za litr paliwa do kilku tysięcy.

Opłaty związkowe i rejestracja miotu

Do zeszłego roku (wyrabiałam wtedy Szy) certyfikat użytkowości nie wiązał się z uiszczeniem dodatkowej opłaty. Po prostu na podstawie skanu dokumentów został wydawany i wysyłany. Może certyfikat użytkowości nie wiąże się bezpośrednio z hodowlą, ale wszystkie tego typu sprawy: zawody, certyfikaty, itp. traktuję jako integralną część mojej hodowli. Od tego roku koszt z niczego urósł do 50zł. Podobnie wpis/pieczątka o uprawnieniach hodowlanych w rodowodzie, z zera do 30zł. Niby nic, a jednak… A może to ma głębszy sens, np. ograniczyć liczbę psów hodowlanych, odwieść hodowców jednego miotu czy po ukochanej suni, która musi raz mieć szczeniaki dla zdrowia, hodowców bez pomysłu na hodowle i wizji na przyszłość? Myślę, że nie ma tutaj sensu doszukiwać się idei. Trzeba mieć na pączki do biura ;) Konkluzja tego akapitu jest taka, że związkowe opłaty tylko rosną albo ich przybywa, a opłacone składki nie wiążą się z niczym więcej, poza dostarczaniem pocztą gazetki związkowej Pies.

Żeby w ogóle stać się hodowcą i powołać swój pierwszy miot z rejestracją FCI/ZKwP, trzeba wyłożyć odpowiednio dużo pieniążków i trochę się nachodzić, pozałatwiać, najeździć. Na start – rejestrację psa, wyrobienie legitymacji członkowskiej, składkę roczną, wyrobienie rodowodu – przeznaczymy ok. 200zł. Kolejne 100zł to rejestracja przydomka. Obowiązkowe 3 wystawy to kolejne ponad 300zł bez kosztów dojazdu. Miejmy nadzieję, że te 3 wystarczą ;) No i po tym wszystkim nasza suka dostaje wpis do rodowodu i może pojechać na krycie.

Inne koszty związane z rejestracją miotu w ZK to wykupienie karty krycia (w moim oddziale 25zł) – od zeszłego roku obowiązek ten przeszedł na rzecz właściciela reproduktora. Ale tylko przy polskich reproduktorach, jeśli wybieramy opcję zagranicznego, to hodowca wykupuje kartę miotu. Moim zdaniem za duże zamieszanie, lepiej było kiedyś – kiedy karta krycia zawsze leżała po stronie hodowcy=właściciela suki. Następne: przegląd miotu, karta miotu (łącznie ok. 50zł) i metryki (30zł/szt.). Do tego dochodzi znakowanie szczeniąt: nie orientuje się, czy tatuaże są jeszcze uwzględniane, ale nie były to wielkie koszty. Ja od początku stosuję chipy. Koszt chipowania to od 60 do 120zł za szczeniaka. Alternatywą jest samodzielne zakupienie chipów i implantacja u weta (koszt 20-30zł od szczeniaka). Nie każdy wet na to przystanie, bo to średnio się opłaca, kiedy na chip można nanieść kilkukrotną marżę. Sam chip kosztuje 11-14zł.

Opieka weterynaryjna

Zanim w ogóle szczenięta przyjdą na świat  czy dojdzie do krycia, powinno się z suką wybrać do weterynarza. Zakładam, że suka jest zdrowa i nic jej nie dolega. Około miesiąc przed planowanym kryciem wypada sukę zaszczepić na komplet wirusówek i wściekliznę (w Gdyni 80-90zł), żeby zwiększyć prawdopodobieństwo otrzymania przez szczenięta odpowiednich przeciwciał z mleka matki. Sposobów określania terminu krycia jest kilka – poziom hormonów z krwi, cytologia, obserwacja zachowania i zmian w sromie suki. W naszym przypadku do tej pory sprawdziła się tylko cytologia i obserwacja. Wierząc hormonom nie miałabym żadnej ciąży. Ale wszystko zależy od suki, obecnie określanie terminu na podstawie hormonów jest najczęściej stosowaną metodą. Cytologia to koszt ok. 30zł za badanie. Wynik mamy praktycznie od razu, na krew trzeba poczekać. Generalnie cytologię powinno się wykonać pierwszego dnia cieczki i w odstępie kilku dni, ale to zależy od zaleceń naszego weta. To badanie pozwoli określić m. in. ilość czerwonych krwinek czy stopień dojrzałości komórek nabłonka. Jako biolog uważam, że jest to dość wiarygodna metoda. Kosztów badań hormonalnych niestety nie pamiętam, więc nie będę ściemnać.

Krycie się odbyło, minął pierwszy miesiąc, a więc można zrobić USG w celu potwierdzenia ciąży. Koszt to 20-70zł. Po kilku kolejnych tygodniach kolejne kontrolne USG. Jeśli termin porodu już minął, a suka dalej nie urodziła, kolejne USG, aby sprawdzić zdrowie płodów. W dwóch przypadkach wykonywałam też badanie po porodzie, żeby się upewnić, czy to już na pewno koniec. Czasem potrzebna jest cesarka czy wizyta nocna – to kolejne koszty na poziomie kilkuset złotych. Można wykonać suce RTG przed porodem i sprawdzić, ilu szczeniąt można się spodziewać, ale u mojej Korby to też nie zdaje egzaminu, choć w literaturze wet. podaje się ok. 97-98% skuteczności tej metody oceny liczebności miotu. Koszt RTG to przeważnie 50zł.

Szczenięta mają zwykle min. 2 odrobaczenia u hodowcy (3 i 5 tyg.) i 1 szczepienie (6 tyg.). Odrobaczenie to koszt 5-8zł/10kg. Przy pierwszym odrobaczeniu warto kupić całą tubkę pasty i samodzielnie odmierzyć dawki, albo poprosić o receptę na Pyrantelum w zawiesinie o smaku o niebo lepszym, niż weterynaryjna pasta Pyrantel (przynajmniej wg moich psów). Koszt pasty czy zawiesiny to ok. 10-15zł. Szczenięta bc w wieku 3 tygodni ważą ok. 1-2kg (pasta starcza na 10 dawek), 5 tygodni ok 2-3kg. Pyrantelum nie działa na szerokie spektrum pasożytów i jest polecane do odrobaczania tylko dla młodszych szczeniąt jako delikatniejszy środek, nie działa na tasiemce i przywry. Szczepienia zależnie od znajomości z weterynarzem 30-60zł.

Jedzenie to podstawa

Aby szczenięta były zdrowe i prawidłowo się rozwijały, trzeba zadbać o to już dużo wcześniej serwując przyszłej mamie wysokiej jakości karmę. Także już przed kryciem dobrze jest sukę wrzucić na odpowiednią karmę, w celu zwiększenia liczebności miotu warto zastosować flushing (zwiększenie porcji białka i energetyczności karmy) w okresie krycia (kolejne koszty), można stosować dodatkową suplementację (kolejne koszty, małe bo małe, ale jednak; w sumie to nawet nie muszą być małe, zależy jakie suple wybierzemy). Nie podam przybliżonych kosztów – ciężko mi zliczyć, ile worków karmy zeszło przed ciążą i w trakcie karmienia szczeniaków. Trochę tego było, ale wolę pozostać w błogiej nieświadomości, jak dużo ;) Niemniej liczmy, że jak worek karmy wysokiej jakości kosztuje 200-300zł, to zależnie od liczby szczeniąt możemy wcale nie zamknąć się w tysiącu złotych. Odpowiedzialny hodowca nie będzie na karmie szukać oszczędności, sama nie obraziłabym się za pytanie, co dostaje do jedzenia matka i szczenięta. Jest to całkiem istotna informacja.

Czasem potrzebne jest mleko dla szczeniąt – na nim też absolutnie nie warto oszczędzać. Ostatnio pytaliśmy o mleko w przylecznicowym sklepie, sprzedawca polecił nawet nie pamiętam jakiej marki mleko, w każdym razie powiedział, że wszystkie panie z Ciapkowa (schroniska) je biorą i chwalą. Ok, ale panie z Ciapkowa nie są dla nas wyznacznikiem jakości mleka, a niestety jedynie ceny – nie oszukujmy się, ale w schroniskach nie ma takich funduszy, aby kupować szczeniakom mleko najlepszej jakości. Także polecone nam mleko przez weta kosztuje ok. 60zł/400g. Ciężko mi powiedzieć, na ile mleko starcza i nie ma sensu tego obliczać w tym wpisie, bo zależy od liczby i wagi szczeniąt. Nam mleko okazało się nie niezbędne, ale z uwagi na okres przydatności i tak chciałam je zużyć u tych szczeniąt, więc dostawały do picia na kolację.

Zabawki & wyprawki

Nie będę nawet próbować oszacować kosztów wyprawki, bo każdy hodowca ma inny „pakiet” dla szczeniaków. Jedni ograniczają się do karmy na pierwsze dni, inni fundują swoim szczeniakom komplety obróżek i smyczy handmade. Ja zaliczam się do osób o bardzo praktycznym podejściu i w mojej wyprawce prędzej znajdzie się zabawki do szarpania, niż obróżki z finezyjnym wzorem. Wybór obróżki to największa frajda dla przyszłego właściciela, a obróżka szczenięca i tak długo nie posłuży lub długo nie pożyje. Przynajmniej u moich szczeniaków długo nie przeżywała.

Szczeniaki muszą mieć zabawki, dużo zabawek! Jak najbardziej różnorodnych, żeby poznały różne kształty, materiały, kolor ma znaczenie bardziej dla nas. Tu też ciężko mi oszacować koszt, bo można kupić zabawek za 100, 200, 300, 500zł.

Istnieją różne kluby hodowców czy programy hodowlane, które oferują albo wyprawki dla szczeniąt, albo tańszą karmę, w zamian za coś. Uważam, że to jest bardzo fajna i opłacalna sprawa dla hodowców, pod warunkiem, że chcą reklamować swoim nazwiskiem i nazwą hodowli daną markę. Osobiście muszę mieć pełne przekonanie do produktu, ale są i osoby, które tylko szukają oszczędności w takich programach, nie zważając na jakość.

Część naszej wyprawki zapewniła Naturea Polska i Pokusa Premium Plus :)

Przyjemność czy praca?

Odchowanie miotu to jak praca na pełen etat. Nie wiem, jak ludzie mający stałą pracę godzą ją ze szczeniakami, jako studentka studiów magisterskich nie miałam z tym dużego problemu, bo po prostu mogłam być raz w tygodniu na uczelni. Pierwsze 2 tygodnie polegają głównie na tym, aby wymienić 2-4 razy dziennie szmatki w kojcu porodowym, nakarmić suczkę i wyprowadzić ją na częstsze spacery. Pracy przy szczeniętach jako takiej dużo nie ma, bo większość obowiązków spoczywa na suce. Ale im szczeniaki są większe, tym więcej sprzątania i zachodu. Wystarczy, że nie ma mnie u nich czasem tylko pół godziny, kiedy wyjdę z psami czy pójdę zrobić sobie coś do jedzenia, a kiedy wracam zastaję pobojowisko. Kupy rozpaćkane po całej podłodze, szczeniaki utytłane i pachnące szczochem (i nie tylko), zabawki zasikane i obtoczone w Gie, gazety lub podkłady podarte na strzępy. To nic, że tuż przed wyjściem sprzątałam kupę po każdym szczeniaku, wymieniłam wszystkie gazety. Podkłady higieniczne stosuję tylko do pewnego momentu, bo kiedy szczeniaki osiągną pewien wiek, zaczynają je rozszarpywać i ich stosowanie mija się z celem. Gazety też są darte i rozszarpywane, ale wolę, żeby zapchały się w razie czego gazetami, a nie watą i podkładów, z czego mógłby być większy problem. Zabawne, że mało naszych znajomych czyta gazety i wcale nie jest tak, że gazety wychodzą nas za free ;) Kupujemy tak samo jak kupowalibyśmy podkłady dla dzieci. Wracając do meritum – zostawiam szczeniaki po wypróżnieniu w czystym kojcu, wracam po pół godzinie i zastaję… no… jakby przeszło tam gówniane tornado ;) Nie wyobrażam sobie zostawić szczeniaków na dłużej niż 2-3h (tyle mniej więcej przesypiają) samych, bo i tak po pół godzinie bywa różnie. Sprzątania jest bardzo dużo, zużywa się dużo więcej wody na czyszczenie kojca, ewentualne mycie szczeniąt, mycie podłogi (trzymać tylko w kojcu też sobie nie wyobrażam), pranie szczeniakowych koców i pościeli. Do tego dochodzą dodatkowe opakowania środków do prania, czyszczenia podłogi, dezynfekcji, rolki papieru i ręczników.

g83

Słowo na koniec

Kiedy szczenięta miały 6 tygodni wraz z planowanymi badaniami, szczepieniami, przeglądem (które dopiero się odbędą, ale już wliczam w koszt) wydałam na miot więcej, niż równowartość dwóch szczeniąt. Jedno szczenię zostawiam. Z 6 szczeniaków teoretyczny zarobek spada do poniżej połowy. Rozłożone na 2-3 miesiące to jak normalna pensja, tylko że etat całodobowy. Także takie to są kokosy ;) Ale oczywiście nie trzeba kupować drogiej karmy, robić bogatej wyprawki i można wybrać reproduktora w swoim mieście.

Zanim zaczniecie oceniać hodowców i ich pracę, poświęcenie, proponuję samemu odchować miot i wtedy rozpocząć dyskusje, jacy to z hodowców oszuści napaleni na kasę. Nie każdy jest święty, jedni owszem traktują to jako zarobek tnąc koszty, inni po prostu oczekują „godziwej” zapłaty za swój trud wniesiony w powołanie takich, a nie innych szczeniąt na świat, dokładając wszelkich starań aby były jak najlepsze i miały zapewniony jak najlepszy start.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Hodowca to zarabia kokosy

  1. My, klienci (nie krzycz, po prostu zabrakło mi słowa), którzy kupujemy psiaki od hodowców zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy nie tylko jakie to koszta ale i jaka harówka. Na wszystkich zdjęciach widać tylko słodko śpiące szczeniaki (btw, pierwsza fotka podbiła moje serce) lub troszkę starsze, grzecznie bawiące się psiny. Narzekamy na wszędzie sikającego nowego lokatora, a przecież kupiliśmy jednego szczeniaka, nie pięć! Przeczytałam cały blog. Czasem się z Tobą nie zgadzam, ale cieszę się, że napisałaś ten post i że nie siedzisz cicho. Odpowiedzialny hodowca ma wiele obowiązków. Dba o szczenięta, o ich zdrowie, o dobry start. Ktoś komu nigdy nic się miotnęło, lub była to suka podwórzowa (ojciec nieznany), w kojcu czy w budzie, nigdy tego nie pojmie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s