Logan – jaki jest?

Logan… Jest najbardziej urokliwym psem, jakiego spotkałam. Obojętnie co nabroi, jego zacieszona morda spowoduje, że wybaczy mu się większość przewinień i po prostu nie da się nie wybuchnąć śmiechem patrząc na niego. Nie da się go opisać w kilku zdaniach, wystarczy po prostu spojrzeć na wielki pysk, który wiecznie cieszy się do całego świata. Logan wyrabia 1000% aussikowej normy, a rodowodowe imię American Gangster jest całkowitym odzwierciedleniem jego psiej osobowości. Mój wymarzony aussie miał być czekoladową suczką z długim ogonem, jednak w naszym miocie nie urodziła się żadna czekolada, a ja wzięłam blue merle chłopaka z zawadiacką łatą na oku niczym opaska pirata. Logan, od kiedy pierwszy raz zobaczyłam go na zdjęciu, zauroczył mnie swoją innością i niepowtarzalnością, swoją piracką łatką i białym pyszczkiem, którego bardzo pożądałam, tak jak zresztą ogona, bo pies bez ogona… ;) W jakiś sposób czułam, że będzie wyjątkowy i taki właśnie jest.

Z puchatej kuleczki wyrósł na sporego, pięknego psa o przecudnym, ugodowym charakterze. Jest jeszcze większym wiecznym dzieckiem, niż Buster i ma większe poczucie humoru. Logan kocha cały świat, nigdy nie szuka zwady i nie odpowiada na zaczepki, nie ma w sobie ani krzty agresji. Uwielbia wszystkich ludzi i szalone, wylewne powitania z nimi. Cały czas uważa, że jest maleńki i nie zrobi nikomu krzywdy, podczas gdy osoby witające się z nim mają zgoła odmienne zdanie. Lona ma w sobie taką szczenięcą radość. Jest strasznym, całuśnym pieszczochem uwielbiającym rozdawać buziaczki wszystkim, którzy okażą mu trochę zainteresowania. Wciąż jest malutkim pieskiem i uwielbia siedzieć na kolanach, kiedy podróżujemy samochodem. W przeciwieństwie do Bustera, który słucha się całej rodziny, Logan słucha wyłącznie mnie, co oczywiście ma swoje plusy i minusy. Choć czasem słowo słucha jest nie do końca trafne – niestety bywa, że przegrywam walkę o uwagę na rzecz znalezionego jedzenia.

Logan jest bardzo inteligentnym psem, uczy się ultraszybko i wystarczy niemalże, że tylko pomyślę o czymś, a on już wie o co mi chodzi i co ma zrobić. To ogromny cwaniaczek i nie zawsze udawało mi się pokierować jego inteligencją tak, jakbym chciała. Zawsze ma swoje pomysły i kombinuje, co może zrobić inaczej, testując przy tym moją cierpliwość. Jest prawdziwym gangsterem potrafiącym wykalkulować sobie najkorzystniejsze posunięcia, którego bardzo kręci rywalizacja; o zabawkę, patyczek, uwagę, a jednocześnie bardzo lubi załatwiać tysiąc swoich psich spraw i nie zawsze potrzebuje do tego towarzystwa reszty stada czy człowieka. Okiełznanie jego obieżyświeckich zapędów to nie lada wyzwanie ;) Niestrudzony łobuz, który zje i zdewastuje wszystko, co tylko się da. Jest największym żarłokiem w domu, który jest miłośnikiem każdego jedzenia, poczynając od suchej karmy, przez mięso, śmieci, kupy i inne świństwa napotkane na spacerze (kocie i ludzkie kupy to największy rarytas!), na owocach i warzywach kończąc. Z wielką ochotą zjada wszystko, co mu się podsunie, albo co sam znajdzie. Najwięcej śmiechu przysparza mi, kiedy sam szuka i wyjada poziomki i maliny z krzaczków, a także, kiedy wesoło schrupuje jabłko w całości :) Do najbardziej hardcorowych rzeczy przez niego zjedzonych należą cebula, podpałka do grilla i kostka mydła. Na treningach i przy nauce sztuczek dałby się pokroić za swoje zwykłe chrupki, które dostaje codziennie na śniadanie i kolację, dzięki czemu nie muszę głowić się nad super smakołykami w nagrodę. Nie można go zostawić ani na chwilę bez kontroli, bo doprowadzi swoją okolicę do stanu, jaki możemy oglądać w programach o trudnych psach, co robią w domu pod nieobecność właścicieli. Logan uświadomił mi, że to, co w tych programach pokazują wcale nie musi być przekoloryzowane ;)

Logan przez pierwsze miesiące swego życia wydawał mi się przy Busterze straszną flegmą, którą było mi okrutnie ciężko zmotywować do współpracy. Co nie oznacza jednak, że się nie dało, ale mieliśmy lepsze i gorsze chwile, zresztą nadal tak jest. Jest kompletnie inny niż reszta stada, która sama z siebie oferuje mi zainteresowanie, o które u Logana muszę zabiegać sama. Kiedy był młodszy, ciągle starałam się jak mogłam i wydobywałam z siebie pokłady ekspresji, o jakie sama bym się nie posądziła, aby pokazać Loczkowi, że pańcia i zabawa z nią jest najfajniejsza na świecie, co i tak niezawsze się udawało. Miewaliśmy chwile, kiedy bywało super i każde przyniesienie zabawki na treningach było niewyobrażalnym sukcesem, a ja cieszyłam się jak głupia, że psu nie odpaliło i nie pobiegł zjadać zabawki gdzieś na boku, czy nie pobiegł ukraść zabawkę innemu psu. Albo, kiedy zaczęło mi się udawać przywołać Lona, który biegał na spacerach z patykiem w paszczy i uważał się za boga, co kiedyś nie było zupełnie do pomyślenia, że Lon może porzucić patyk na rzecz przyjścia do mnie (albo mi go przynieść). Ogrom pracy włożonej w Logana zaczął przekładać się na pozytywne efekty, chociaż ciągle zdarzają mu się odpałki, ale jestem z nas strasznie dumna z tego, co mimo wszystko udało mi się z nim wypracować.

Kiedy wybierałam rasę pod kątem sportowym i trenowania z psem agility i frisbee, zastanawiałam się między border collie, a aussie. Za pierwszym razem wybór padł na aussie, jako te „spokojniejsze i łatwiejsze do opanowania”. Co później okazało się nie do końca trafne. Mając młodego Logana, którego musiałam bardzo motywować i rozkręcać, przekonałam się, że jednak ten sposób pracy z psem nie do końca mi odpowiada, byłam przyzwyczajona do wiecznego okiełznywania Bustera. Uspakajanie zbyt nakręconego psa początkowo było dość trudne i nie chciałam pakować się w to drugi raz, dlatego zdecydowałam się na psa teoretycznie mniej pobudliwego, jednak mając teraz porównanie w codziennym życiu z oba różnymi pod tym względem psami, zdecydowanie bardziej pasuje mi takie okiełznywanie, niż ciągłe podkręcanie. Na szczęście Logan w pewnym momencie rozkręcił się prawie jak Buster, co mi bardzo odpowiada. Choć nadal wymaga włożenia w niego o wiele więcej energii, niż przy Busterze czy borderach, które same z siebie zaoferowałyby mi wszystko, u Logana wciąż trzeba sobie to wyegzekwować, ale po latach pracy z nim i poznaniu go w różnych sytuacjach, jest nam łatwiej współpracować, a każdy najdrobniejszy sukces powoduje ogromną radość i satysfakcję.

Trenowaliśmy z Loganem frisbee i agility, jeśli można to oczywiście nazwać trenowaniem ;) Agility zaczęliśmy kiedy Logan miał ok. 4 miesiące. Z perspektywy czasu zmieniło się moje podejście do zaczynania jakiegokolwiek sportu ze szczeniakiem, choć to też zależy od tego, z jakim szczeniakiem ma się do czynienia. Dojrzalszy pod względem psychicznym i fizycznym pies będzie uczyć się i robić postępy znacznie szybciej, niż szczeniak i z większą łatwością będzie mu to przychodziło. Po kilkumiesięcznej przerwie i powrocie na agility Logan zaskakiwał mnie sobą bardzo pozytywnie. Mimo, że agility szło nam całkiem przyzwoicie, a Logan zasuwał po torze z prędkością światła (nagradzaliśmy się na jedzenie), naszym ukochanym sportem jest frisbee. Logan uwielbia łapać i gonić talerzyki, gorzej, kiedy stwierdzi, że są świetnym materiałem do zjedzenia i znika z dyskiem na uboczu bądź wpada w swoje zajawki i zadowolony z życia robi out runy z dyskiem w paszczy, czy biegnie do pobliskiego śmietnika sprawdzić, czy nie ma tam dla niego żadnej przekąski. Wyłączając te chwile zapomnienia i odpały, Logan z frisbee spisuje się moim zdaniem, jak na psa takiej wielkości, bardzo dobrze i sprawia nam to największą frajdę. Wbrew pozorom też wielkość i blisko 30kg wcale nas nie ograniczają, i świetnie ja i moja pchełka radzimy sobie np. z dog catchem :) Lonka jest bardzo skoczny i wybija się z niesamowitą lekkością, niestety tylko blisko mnie. Na Toss&Fetch kariery nie zrobimy, bo Logan dalekie rzuty łapie przeważnie nie odrywając się wszystkimi łapami od ziemi i często nie dobiega do rzutów na 4 strefę.

Logan poza życiem w swoim świecie poszukiwania skarbów do zjedzenia jest psem bardzo zrównoważonym i potrafiącym się wyciszyć, w przeciwieństwie do Bustera. Boi się niektórych dźwięków i wydających je przedmiotów, ale w mieście, przy ulicy, w kolejce, autobusie, etc. nie mamy żadnych problemów. Nie ma problemów z klatkowaniem, zostawaniem samemu. Przy jego wrażliwości na dźwięki ciekawym jest, że głęboko w poważaniu ma burze i huki petard. Logan spokojnie podróżuje każdym środkiem lokomocji i na wyjazdach nie pobudza się niczym nadmiernie, co czyni z niego fajnego podróżnika. Jest bardzo cichym psem i w domu i na wyjazdach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s