Buster – jaki jest?

Buster… Brązowo-biały diabeł, łaciate, dropiate ADHD, prawdziwy pracoholik. Pierwszy, długo wyczekiwany pies. Busterem był jeszcze zanim pojawił się na świecie ;) Preferencje rasowe zmieniały się jak w kalejdoskopie, aż przypadkowo natrafiłam na stronę poświęconą rasie mały munsterlander w książce o psach. Z opisu tam zawartego wynikało, że jest to idealna dla mnie rasa; pies psich rozmiarów, którego da się wziąć na ręce w razie potrzeby (oczywiście podana waga mocno przekłamana, niemniej przy blisko 30kg aussie, Buster to żaden problem ;)), szalenie inteligentny a przy tym szalenie efektowny, przywiązany do swojego właściciela, pies jednego przewodnika, niesprzedajny, niezmordowany, z nieustannie odnawiającymi się i niespożytymi zasobami energii, miły, towarzyski. Takie właśnie są małe munsterlandery :) Kochają pracę i kontakt ze swoim przewodnikiem ponad wszystko, zawsze są gotowe do działania.

W końcu klamka zapadła, moja mama została do końca przekonana i pojechaliśmy po Busteria do Warszawy :) Buster urodził się w małej hodowli, po obojgu rodzicach na co dzień polujących. Ojciec Bustera jest pierwszym polskim Interchampionem, a mama Bustera pochodzi z uznanej hodowli Buszówka, która wydała na świat sporo znakomitych munsterlanderów. Początkowo nie myślałam ani o karierze wystawowej, ani myśliwskiej, ani sportowej, choć miałam na uwadze agility. Jednak nasza hodowczyni przekonała mnie do pokazania się z Busterem na kilku wystawach i nawet nas to wciągnęło. Wielokrotnie Buster otrzymywał na wystawach doskonałe oceny, CWC, tytuł Najpiękniejszego Psa w Rasie i Zwycięzcy Rasy. Z naszego debiutu wróciliśmy aż z dwoma pucharami, a koniec wystawowej kariery zwieńczył ostatni, trzeci puchar i 3. lokata na podium w porównaniu ras w grupie wyżłów, w stawce 13 ras :) Byłam z Bustera szalenie dumna :) Gdyby nie to, że na próbach polowych nie powiodło nam się najlepiej, choć załapaliśmy się jeszcze na dyplom 3st., Buster pewnie byłby dziś reproduktorem, ale ze względu na moje niekompetencje myśliwskie i mój brak przekonania co do przekazywania jego nadpobudliwości szczeniętom, zrezygnowaliśmy ostatecznie ze starań o uprawnienia hodowlane i w marcu 2010 roku, przed pojawieniem się w domu suki, Buster został wykastrowany.

Z Busterem trenowaliśmy przez jakiś czas agility (zabieraliśmy się do tego 2 albo i 3 razy), jednak w końcu albo ja rezygnowałam, albo okoliczności mnie do tego zmuszały. Chciałam bardzo wrócić z nim do agility, Buster ma moim zdaniem spory potencjał, do tego sportu, jest bardzo uważny, szybki, łatwo kierowalny. Wybaczał mi masę błędów w prowadzeniu i mimo wszystko potrafił biec tak, jak powinnam go poprowadzić. Niestety z różnych względów ostatecznie zakończyliśmy treningi, a teraz Buster jest już na emeryturze. Dzięki Busterowi jednak tak naprawdę polubiłam agility i wciągnęłam się w ten sport, zaczynając biegać z Busterem, a później biegając też z Loganem. Niestety frisbee nie była lubianą przez Bustera dziedziną psiego sportu, dlatego też spełnialiśmy się we frisbowaniu z Loganem, a później z borderami. Dla Bustera poza domem (i czasem ogrodem) zabawki przez długi czas nie istniały, w tym również i frisbee. Z tego m. in. urodził się pewien problem z nagradzaniem go na agility, bo owszem piłka była atrakcyjna, ale tylko na 2-3 rzuty, tak samo z każdą inną zabawką. W domu zabawki są super i Buster może w nieskończoność aportować piłki albo szarpać się czymkolwiek, niestety na zewnątrz panują rządy patyków, listków, szyszek, trawy… I to nimi, jako, że zawsze są pod ręką, najczęściej nagradzałam Bustera na spacerach np. za wykonanie jakiejś sztuczki. Buster jest bardzo nakręcony na pracę z człowiekiem i zrobi wszystko, o co się go poprosi. Generalnie uczy się dość szybko i jest pojętny, a kiedy już się czegoś nauczy bardzo nadgorliwy. Niektóre sztuczki zabierają nam więcej czasu, inne mniej, ale jak już zostaną nauczone… :)

Busterio kocha długie, szalone wędrówki po lesie i pływanie, bieganie za patykami (niestety patyków nie da się zamienić na żadną zabawkę, nad czym strasznie ubolewam). Jest bardzo nadgorliwy i nie znosi na spacerze ani pół minuty bezczynności, ciągle musi się coś dziać. Nawet nie pozwala mi przystanąć i zrobić mu zdjęcia, tylko zaraz zaczyna się na mnie wydzierać ;) i ciągle znosi patyki pod nogi do rzucania. Nie da się go powstrzymać przed wejściem do jakiegokolwiek zbiornika wodnego lub za takiego uchodzącego; kiedy widzi wodę, nie liczy się nic poza wbiegnięciem do niej. Po spacerze kiedy tylko zamkną się drzwi od domu jest już gotowy i w pełni sił na następny spacer, na który najlepiej byłoby się udać od razu. Jego energia nigdy się nie kończy, przez co jest bardzo uciążliwym psem na różnych wyjazdach i wycieczkach, bo ciągle popędza ludzi do zrobienia czegoś. Nie potrafi wyciszyć się i położyć, musi być bezustannie w biegu. Ba, nie ma nawet czasu na jedzenie i jedynym sposobem, w jaki można go nakarmić na wycieczce, jest nagradzanie za sztuczki ;) Buster jest bardzo nadpobudliwy, kiedy nadchodzi pora spaceru i zbieramy się do wyjścia na niego, kiedy widzi, że zbieram jakieś rzeczy na trening z Loganem, albo aparat na długi spacer. Skrajnie nadpobudliwy jest na wyjazdach, co często umiemożliwia zabranie go ze sobą, aby nikomu nie przeszkadzał. Od kiedy jest wykastrowany mam wrażenie, że energię, którą kiedyś przeznaczał na zainteresowanie sukami i ich zapachami, przelewa na pobudzanie związane z wyjściem na spacer. M. in. właśnie zainteresowanie sukami skłoniło mnie do wykastrowania Bustera, zaczęło mi to po prostu przeszkadzać, a skoro nie miał mieć szczeniaków, to problem ten postanowiłam w prosty sposób rozwiązać. Już na następny dzień po kastracji znikło węszenie za sukami i inne atrakcje z tym związane. To właśnie chciałam uzyskać, niestety pojawił się problem jeszcze większej pobudliwości. W domu na szczęście, kiedy nie zanosi się na spacer, Buster po prostu śpi i jest zrelaksowany, nie nosi go, aby coś bez przerwy robić. Dziś nie żałuję jego kastracji, choć nie zmieniła ona w żadnym stopniu jego agresji i nastawienia do innych psów. Przestał interesować się sukami i to jest największy i w zasadzie jedyny plus kastracji, jaki ja widzę. Jego zachowanie zmieniło się raczej na minus, większa nadpobudliwość, już nie takie samo umięśnienie, mniejsza wytrwałość i większe zafiksowanie we własnym świecie. Wiem, że więcej nie zdecyduję się na kastrację po dwóch wykastrowanych samcach, bo tracą one to co w nich najlepsze.

Buster przez całe życie (nawet w wieku obecnie 10,5 lat) sprawia wrażenie wiecznego, roześmianego młodzieniaszka, ciesząc się całym sobą. Nikt nie pomyślałby, że taki radosny pies jest agresorem ;) Wszystkie samce mm, które udało mi się poznać i o jakich słyszałam, miały spore tendencje do dominacji/agresji w stosunku do innych samców. U Bustera dodatkowo dołączyły niefartowne i nieprzyjemne przeżycia z okresu szczenięctwa, kiedy został kilka razy przez psy napadnięty. Wszystko razem spowodowało, że przez ogromny kawał czasu miałam duży problem z Busterem na spacerach. Na szczęście Buster nigdy nie zaczyna bójki – nie szuka sobie ofiar, tylko atakuje psy, które się za bardzo do niego zbliżą. Przeróżnymi sposobami starałam się wyplenić z niego agresję do psów, w ciągu wszystkich lat jego życia trochę się to udało i jesteśmy w stanie minąć na smyczy innego psa bez zwracania na niego uwagi. Ale oczywiście nie każdego i niezawsze, niemniej i tak jestem zadowolona z tego, co osiągneliśmy. Wiem, że nigdy nie puszczę Bustera do obcych psów i że nie pobawi się z nimi, ale udało mi się to zaakceptować. Miałam spore wątpliwości, jak będzie z naszym drugim (i trzecim) psem, jednak wszystko szczęśliwie się potoczyło i Buster z Loganem i Korbą stanowili fajne, zgrane stado. Uwielbiał się bawić ze szczeniakami i robił to bardzo delikatnie, chociaż czasem nawet jego cierpliwość się wyczerpywała i były rozstawiane po kątach. Oczywiście jest też kilka psów, poza naszymi, które Buster lubi i w pełni akceptuje, aż takim chuliganem nie jest, który wszystkich na horyzoncie by zamordował ;) Natomiast kolejne psy: Sza, Bree to już za dużo dla niego w naszym domu. Sza dołączyła do nas kiedy Buster miał 9 lat i mam wrażenie, że jego cierpliwość co do stada psów w domu się skończyła.

Od 9-10 roku zaczął dziadzieć i ślepnąć. Z jednej strony zaczął być bardziej tolerancyjny w stosunku do innych psów i wykazuje mniej agresji, a bardziej się cieszy na widok niektórych psów, z drugiej strony przez pogorszenie wzroku czasem w ogóle nie dojrzy psa, nie rozpozna, w półmroku czy z daleka nie rozróżni kształtu dziecka od kształtu psa i potrafi warczeć. Jego nadpobudliwość z wiekiem się wzmaga zamiast wyciszać. Zaczął też być bardziej histeryczny i jęczący, w skrócie stał się dużo bardziej uciążliwy w domu. Ale niekwestionowanym plusem ostatnich lat jest to, że mogę wyjść z nim na spacer z sukami znajomych, gdzie kiedyś bałabym się go w ogóle puścić luzem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s