Sza (Fan) – jaka jest?

Chciałabym napisać podsumowanie ubiegłego roku (2013), ale to nie był dobry rok, pomimo pewnych dobrych momentów; urodził się Chochlik, mieliśmy z Korbą i resztą teamu udany debiut na zawodach flyballowych, z Korbą stanęłyśmy na pudle Starters w Poznaniu, mamy nową świetną drużynę, wreszcie… mam całkowicie niespodziewaną cudną Szę :) I chyba właśnie o Szy będzie ten wpis.

Była wzięta pod wpływem impulsu, decyzję o tym podejmowałam przez tydzień… Nie powiem, że to pochwalam, ale uważam, że doskonale na tym wyszłam. To stworzenie jest cudowne, uroczo rozbrajające swoim rozrabianiem, sajko-diabolicznym uśmieszkiem i ku*wikami w oczach. Jest fantastycznym lekiem na całe zło świata, na wszystkie złe chwile, wystarczy wtedy tylko na nią spojrzeć i odpływają wszystkie gromy z nieba. Nie da się na nią złościć dłużej niż minutę, chociaż powodów do tego dostarcza niestety sporo. Bardzo w jej stylu jest, aby rzucić ciężką zabawkę z impetem w moją twarz i to z zupełnie niespodziewanego kierunku. Siedzę na łóżku z laptopem na kolanach i nagle dostaję czymś w głowę, a ona wcale a wcale nie czuje się zmieszana moim wrzaskiem.

Jest zupełnie inna niż Korba, a jednocześnie tak bardzo podobna. Sza jest suczką, której nie zraża moja złość, humory, nawet pod jej adresem. Nie jest melancholijnym pieseczkiem, jest bardzo wesoła i upiorna. Nie przejmuje się, kiedy coś jej nie wyjdzie, nie przejmuje się, kiedy na nią krzyknę, ani kiedy nie jestem zadowolona z tego co robi. Inaczej sprawa ma się z innymi psami, do każdego się gliździ a intensywność tego zachowania jest tym większa, im bardziej dla drugiego psa wkurzająca, przez co często potrafi dostać od delikwenta po głowie. Najbardziej nie lubi tego Buster i regularnie spuszcza jej manto, a ona dalej usilnie próbuje go do siebie przekonać łasząc się i wijąc pod jego nogami. Do innych ludzi podchodzi z entuzjazmem, podobnym gliżdżeniem i posikiwaniem z emocji, kiedy się z kimś wita. Im jest starsza, tym bardziej kontroluje zwieracze, ale za małej potrafiła, no, nawet nie będę przytaczać… Korba reagowała podobnie, ale nie tak bardzo entuzjastycznie na nowe i znane osobniki. W inny sposób wyrażają swoją ekspresję. Korba jest i była bardziej dystyngowana pod tym względem. Sza, pomimo, że potrafi się wylewnie przywitać i rozdać mnóstwo buziaczków, zaraz wraca do swojego świata. Czułym przytulaskiem jest tylko, kiedy śpi ze mną w łóżku. Ale przeważa u niej zdecydowanie potrzeba działania, brojenia i zabawy z człowiekiem, niż przytulania. Ona jeszcze nie potrafi się położyć i przytulić na kanapie, od samego początku u mnie jest klatkowana i w klatce bez protestu odpoczywa. Trzeba na nią uważać poza klatką, bo tak jak z Loganem – nigdy nie wiadomo, co jej strzeli do głowy i co wpadnie w jej zęby. Tak jak Logan spożywa szarpaki, kiedy jest z nimi sama. Tak samo jest z innymi zabawkami, które mają nieregularny kształt, łatwe do odgryzienia wypustki, są wystarczająco miękkie albo już dostatecznie zmaltretowane, aby dało się je do końca rozbroić i zjeść. Z naszych zapasów wciąż trzymają się piłki hoko i wubba ;)

W przeciwieństwie do Korby (i Bustera, a nawet Logana) miała zero aportu. Ale jak miała jakąś zabawkę w ryjku nie uciekała w drugi kąt jak Logan, tylko po zawołaniu puszczała i leciała zadowolona do mnie. Trochę czasu nam zajęło, zanim znalazłam na nią cudowny środek i zanim zaczęła maniakalnie przynosić, ale jestem zadowolona z efektu :) Byłam w szczerym szoku, kiedy przy większej ilości psów ona wciąż i wciąż przynosiła mi zabawki do rzucenia, mimo, że co chwilę ją ktoś zaczepiał. Raczej spodziewałam się, że będzie się kotłować ze szczeniakami i będzie problem raczej w drugą stronę, że przegram z konkurencją młodych towarzyszy.

Przyjechała do mnie w wieku 8 tygodni, dzięki uprzejmości pewnej pary, u której spędziła parę dni przed wyjazdem z NL. Będąc tutaj na początku podbiegała do wszystkich ludzi i nie kumała jeszcze, kto jest jej człowiekiem, nie była szczeniakiem tak podążającym za mną jak Korba, z przywołaniem w pakiecie. Uczyliśmy się, że warto jest przychodzić do mamy, czego praktycznie nie musiałam robić z Korbą, która po prostu się pilnowała. Obie nie bały się niczego w środowisku, Sza miała doskonale zrobiony socjal, pomimo, że jest wiejskim burkiem. Nie bała się ruchu ulicznego, dziwnie wyglądających obiektów typu przyuliczny kosz na śmieci z powiewającą folią, transport miejski, itp. Nie boi się też huków petard.

Z Korbą mają bardzo podobny styl bawienia się. Niesamowitym dla mnie jest widzieć Korbę i Szatana biegające po lesie i czające się na siebie nawzajem, mające z tego niesamowitą radochę. Wygląda to przekomicznie, kiedy obie czają się na siebie i uznają to za super zabawę. Dlaczego to takie niesamowite dla mnie? Bo Korba przeważnie nie bawi się z innymi psami, niż moje, a Buster i Logan nie są borderami. Z nimi ulubiona zabawa Korby wygląda tak, że ona uczepia się im do szyi i ich tarmosi ze wszystkich sił. Kiedy już bawi się z innym psem, to przeważnie się ganiają, ale nie bawiła się z żadnym borderem w ten sposób, co z Szą. No i Sza też uczepia się innych za kark ;)

Teraz trochę się rozpasała nic nie robieniem i ganianiem z psami na spacerach, przez co zaczął nam kuleć powrót, ale pracujemy nad tym ;) U niej bardzo widać, kiedy jakiś element został zaniedbany na pewien czas. Uczy się błyskawicznie i nie wiem czy to kwestia tego, że to mój któryś pies, z którym klikam i po drodze nabrałam jakiejś elastyczności w nauce, czy ona po prostu jest taka bystra, czy jedno i drugie składa się na ten efekt. W każdym razie pracuje mi się z nią bardzo dobrze, mogę nakładać na nią tyle presji, co na Logana. Od maluszka (ale dokładnie nie pamiętam kiedy) klikałam jej obroty i wchodzenie na różne obiekty, a także coś co oferowała bardzo często sama i było tylko kwestią utrwalenia komendy, a mianowicie cofanie. Korba jako papi była mniej kumata i nie była tak żarta, przez co uczenie sztuczek na kliker zaczęłam z nią jak była już dość duża (między 6 a 9 msc). Jednak zupełnie inaczej się za to zabrałam, pamiętając, jak zaczynałam i co dobrze działało na Korbę, która jak już zrozumiała ideę klikania, bardzo, bardzo szybko nauczyła się bardzo wielu rzeczy i tak jak u Szy – zajmowało to przeważnie 1-3 sesje w całości, a później już tylko utrwalałyśmy sobie kompletne zachowanie. Korba lepiej generalizowała nowe zachowania, ale też ciężko mi porównać psy kiedy jeden miał 9 msc i uczył się czegoś nowego, a drugi miał 4 msc. Tak czy inaczej Sza bardzo szybko łapie, jest przezabawna przy uczeniu, bardzo dobrze mi się z nią pracuje i może działać pod większą presją z mojej strony.

Sza jest świetnym skoczkiem. Potrafi kontrolować swoje ciało w powietrzu i nie crashować się przy lądowaniach, chociaż przez jakiś wewnętrzny brak hamulców ciężko czasem zapanować nad ewolucjami, jakie sama wykonuje. Kiedy miała 4 msc. przestałam się przejmować jej wskakiwaniem na łóżko, na co wcześniej Korbie bym nie pozwoliła. Sza wskakuje i zeskakuje kilkanaście do kilkudziesięciu razy dziennie na moje łóżko i żadne ograniczenia na nią nie działały poza klatką. W końcu skończyły mi się pomysły i jej odpuściłam. Co ciekawe, jeśli chodzi o równowagę, to w mojej ocenie Korbie trudniejsze sztuczki sprawiały mniejszą trudność koordynacyjną, niż Szy, ale mimo to Sza o wiele ładniej skacze i kontroluje się w powietrzu od Korby. Korba ma styl skoku na lotopałankę, Sza ma sprężynki i potrafi podskoczyć w miejscu albo wyskoczyć i skomasować swoje kończyny. Ona po prostu to ma i jestem tym strasznie zauroczona.

Przez kilka lat moje podejście do robienia różnych rzeczy ze szczeniakami, zaczynania z nimi elementów sportowych i treningów takich „na serio” bardzo mocno ewoluowało. Z Loganem wprawdzie nie robiłam moim zdaniem „zbyt dużo” na tamte czasy i starałam się robić wszystko bezpiecznie (no bo stawy!). Mimo to wtedy trendy w agility były takie, żeby zaczynać ze szczeniakiem i biegać proste z położonych lub bardzo niskich tyczek i tuneli. I tak robiliśmy, bo taki był trend, żeby zaczynać jak najwcześniej. Uczyliśmy się sztuczek od papisia, w wieku 4 miesięcy Loki potrafił już robić przejścia tyłem pod nogami! : P I wiele, wiele innych. Pierwszy „sportowy” pies i pierwsze, ogromne ambicje z tym związane, które życie skutecznie zweryfikowało. Z Korbą robienie tylu sztuczek w takim wieku było dla mnie już nie do pomyślenia. Miałam wtedy mocno ortodoksyjne podejście (i hejtowałam wszystko, co odmienne) i uważałam, że wszystko poza podstawami to jest za dużo (dla każdego podstawy to co innego, więc to temat rzeka) i najlepiej to zaczynać z prawie dorosłym psem, że mając te 9-12 miesięcy pies z dobrym przywołaniem, aportem, skupieniem w różnych miejscach i dobrze zsocjalizowany nadrobi w chwilę to wszystko, co tłukło się już ze szczeniakami, a podrośnięty pies będzie miał tą przewagę, że będzie bardziej fizycznie i psychicznie przygotowany do stawianych przed nim zadań, przez co lepiej zrozumie cały proceder i nie będzie miał aż takich ograniczeń ze swoim ciałem. Nie boję się teraz przyznać, że w tamtych czasach byłam baaardzo ortodoksyjna ;) Zmieniło się mi się podejście i teraz jestem na etapie, że każdy jest odpowiedzialny za własne zwierzęta i nawet w dobrej wierze nie  warto wchodzić z buciorami w czyjeś życie. Jeśli ktoś będzie mieć problem, to nie moja sprawa (chyba, że będzie to dotyczyć szczeniąt ode mnie), nie ja będę się z tym borykać i nie ja jestem za to odpowiedzialna, a doskonale wiem, że będąc na coś skrajnie ukierunkowanym trudno jest osobom z zewnątrz przemówić do rozsądku. To sprawa osobista, czy będziemy się uczyć na błędach własnych, czy cudzych, własne niestety uczą najlepiej.

Z Szatanem staram się robić inaczej to, co nie pasowało mi w poprzednich sposobach prowadzenia psów. Bardzo staram się korzystać z tego, co ona ma naturalnie, np. ładny styl skoku czy cofanie. Teraz widzę dokładnie dlaczego z Loganem zaczęłam frisbee zbyt wcześnie (bo mając Korbę wiedziałam, że za wcześnie i widziałam na kilku przykładach, ale teraz dociera do mnie jeszcze więcej). Pomijając kwestię rollerów, Logan nie był tak gotowy fizycznie na robienie overów, jak Sza, kiedy z nim zaczynałam. Zaczynałam od overów i rollerów, bo od tego zaczynała większość. Korba mając 9 msc. nie potrafiła złapać rollera, za to podczas drugiej sesji z frisbee była w stanie pobiec za lecącym dyskiem na 40m. Logan ćwicząc frisbee od 6 msc. życia nie był w stanie złapać backhanda na kilka metrów po 4 miesiącach zabawy z dyskami. Ale nie o tym ;) Jeśli chodzi o overy widzę, że chociaż Logan je robił, no bo robił jakoś, to jakość tych overów i jego fizyczność, a możliwości i jakość overów Szy to niebo, a ziemia. Teraz nie mam parcia, żeby robić na siłę coś, co psu ewidentnie nie idzie, za to wykorzystuję to, co robi dobrze naturalnie. Ze względu na chroniczny brak czasu i motywacji wychodzimy coś robić z psami od święta, więc szczerze wątpię w dużą szkodliwość i urazowość naszych wysokich i budzących grozę i niesmak overków : P Logan miał niestety niewątpliwie gorzej.

Mimo, że Sza jest cudowna pod wieloma względami, często moi znajomi słyszą „no, ale to nie jest Korba :P”. Korba ustawiła jej poprzeczkę do mojego serca i uznania bardzo wysoko, ze względu na wiele cech, które ogromnie sobie w niej cenię i tym akcentem skończę ten przydługi wpis ;)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s